drukuj

Polowanie na ubranie

Ciuchland, szmatex, lumpex, secondhand lub po prostu odzież używana. Symbol biedy i wstydu poprzedniej epoki, znak nowoczesności i chluby dzisiejszych kobiet.

Ciuch- czyli ubranie, Land- czyli kraj- taka konstrukcja słowotwórcza widnieje na szyldach butików już od lat 60 XX wieku. Wtedy to najpierw w Europie Zachodniej w garażach sprzedawano tanią odzież dla ubogich. Kilkanaście lat później szmatexy zawitały także do Polski, jako sklepy z używaną odzieżą zagraniczną. Obecnie secondhandy można spotkać dosłownie wszędzie. Jak wynika z danych firmy HBI w 2010 roku, otworzono aż 3,2 tysiące lumpexów, co jak podaje portal salesnews.pl, stanowi prawie 6,5% wszystkich punktów sprzedaży detalicznej. Czy rzeczywiście popyt na „tani ciuch" wzrasta w przerażającym tempie, a branża, o której kiedyś wstydzono się mówić staje się opłacalną?

Dawna odzież używana, to dzisiaj często nowe ubrania, mające oryginalne metki. Klientki z ubogich kobiet, wybierających niegustowne spodnie, zamieniły się w młode dziewczyny, studentki, panie średniej płacy, a nawet co raz częściej gwiazdy wielkiego formatu. Świadomość wydawania pieniędzy się zmieniła. Kobiety nauczyły się wykorzystać okazje, porzucają firmowe sklepy. Teraz włączają sprawne oko i dobrą rękę. -Nie lubię chodzić do galerii handlowych, tam wszystko jest drogie i takie samo. Wśród tylu studentek trzeba się przecież jakoś wyróżniać.- śmieje się Ola, regularna klientka lumpeksów. Zapytana o motywację swoich zakupów dodaje - Ciuchlandy to niesamowita okazja na zdobycie markowych rzeczy za niemarkową cenę.-

Okazuje się, że właściciele lumpexów także zdają sobie sprawę, ze zmiany swojego targetu. W tym celu co raz częściej dbają o wizerunek sklepów. Zamiast koszów pełnych ciuchów, wszystkie ubrania mają metki i wiszą równo na wieszakach. W oknach stoją manekiny wystrojone w najlepszy towar, który od razu przyciąga wzrok przechodniów.- Co raz częściej zdarza się, że kobiety wchodzą do nas, bo myślą, że jesteśmy normalnym sklepem i pytają, czy mamy w innym rozmiarze bluzkę z wystawy. Wtedy zawsze się uśmiecham i tłumaczę, że wszystkie rzeczy są w pojedynczych egzemplarzach.- opowiada jedna z ekspedientek toruńskiego lumpexu.

Bydgoskie Przedmieście, Rubinkowo, Starówka. – to miejsca na udane łowy, które studentki UMK najczęściej wskazywały. –Najbardziej lubię ul. Mickiewicza. Idę wzdłuż i wchodzę, co chwilę do innego sklepu. Tu kupię bluzkę, tam spodnie, gdzieś chwycę sukienkę i pasek. W sumie wydam 50 zł, a nie 500zł i do tego mam jeszcze satysfakcję, że ubiłam niezły interes- mówi Kasia, studentka prawa.

Choć lumpexy oszczędzają na reklamie, wykorzystując marketing szeptany, ich przychody nie zapewnią wakacji na Kanarach. Właścicielka małego butiku wskazuje na minusy tej branży.- Kupujemy tanio, sprzedajemy troszkę drożej, ale wiadomo to ciuchland, tutaj ceny nie mogą być, jak w markecie. Trzeba jeszcze opłać czynsz za lokal, ekspedientki i prąd. Zostanie na życie i kolejną porcję towaru. Szału nie ma.-

Dla wielu kobiet zakupy w secondhandach są nieosiągalne, ze względu na brak czasu, na dłuższe pochodzenie czy brak szczęścia do trafienia na swój rozmiar. - Żeby dostać coś na prawdę fajnego musiałabym warować pod drzwiami w dniu dostawy, a niestety nikt mi w pracy nie da wolnego, tylko dlatego, że chcę iść na zakupy.- tak Karolina, tłumaczy swoją niechęć do lumpexów.

Czy ciuchlandy wyprą galerie handlowe i staną się nowym sposobem na zarabianie pieniędzy? Na pewno nie. Polacy lubią kupować okazyjnie, ale cenią komfort wyboru danej rzeczy w takim kolorze i rozmiarze, jaki im odpowiada, a nie jaki jest dostępny. Ubieranie się od stóp do głów w lumpexie nie byłoby możliwe, ale z pewnością kobiety nie zrezygnują z hobbistycznego uprawiania łowów, a grono fanek secondhandów będzie się z każdym dniem powiększać.

Zdjęcia

  • Polowanie na ubranie

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać