Studia po 50-tce
Ella Hyciek, fot. Marci Łaukajtys www.fotomarcin.com.plAutor: Teraz Toruń
W swoim dorobku ma już pani czternaście książek, ale o przejściu na emeryturę chyba nie ma mowy? W tym roku na rynku pojawiła się kolejna pozycja „Cosmopolis – książka dla Europy 2016”.
- W rytmie spraw codziennych zaczęłam odczuwać pewien niedosyt. Kiedy zabrakło już męża, dzieci poszły swoją drogą pomyślałam, że trzeba sobie znaleźć jakiś sposób na życie. Mimo, że zdolności miałam, coś wcześniej pisałam, to dopiero w tym momencie obudziła się we mnie chęć zrobienia czegoś więcej. Tak zaczęła się moja swoista podróż.
Napisanie tej książki tkwiło we mnie już od dłuższego czasu. Wszystkie poprzednie mówiły o Toruniu, jak nie w całości, to pojawiały się tam toruńskie akcenty. Kilkukrotnie starałam się o stypendium na wydanie książki poświęcone w całości naszemu miastu. Nie należę do osób, które szybko się poddają. Udało mi się został stypendystką marszałka województwa kujawsko-pomorskiego. Książka jest nowoczesna, są w niej treści aktualne, problemy którymi żyjemy. Książka została przetłumaczona na jedenaście języków, w tym nawet na esperanto, czy japoński. Do tego ponad czterdzieści moich prac, które są kompilacją różnych sztuk plastycznych- kolaże grafiki.
Czy to znaczy, że książka jest promowana w tych jedenastu krajach?
- Sam fakt, że tłumacze zabrali ze sobą egzemplarze do swoich krajów jest już promocją. Z tłumaczeniami musiałam sobie poradzić sama, bo nie starczyło na to funduszy. Trzeba było coś wykombinować. Dlatego zaproponowałam, że jeżeli przetłumaczą wiersze dostaną ode mnie tylko egzemplarzy książki dla znajomych, krewnych, ile będą potrzebowali. Proponowałam nawet swoje obrazy. I się udało.
Postanowiła też pani zacząć kolejne studia, tym razem jako wynik zainteresowań, po prostu dla siebie…
- Oczywiście, że dla siebie. Kiedy zaczynałam filozofie byłam już po pięćdziesiątce! Zorganizowałam wystawę swoich prac i zarobiłam na czesne. Pomyślałam, że skończyłam już ekonomie, sztuki. Teraz chciałam zrobić coś dla siebie. Żyjemy gąszczu cywilizacji, to była swoista odskocznia. Zaczęło mnie interesować co inni myśleli o życiu, jego sensie, o śmierci. Wszyscy się stukali w głowę mówiąc: po co Ci te studia? Ale ja bardzo chiałam… Starczyło mi tylko na dwa lata czesnego. Nie przejęłam się tym. Byłam zadowolona, że chociaż „liznęłam” tej filozofii. No i tu niespodzianka okazało się, że dostałam stypendium naukowe. To było miłe szczególnie dlatego, że nie dla stopni się uczyłam. Studia udało się skończyć, a w przyszłym roku będę broniła doktorat. Na egzaminie są trzy progi, miedzy innymi trzeba zdać język obcy, który teraz szlifuję. Na co dzień nie używam języków, więc trzeba było przysiąść. Dla chcącego, nic trudnego. Już zrobiłam duże postępy, choć rosyjskiego uczyłam się lata temu. Wybrałam sobie przekornie język rosyjski. Ale jak napisałam doktorat, to trzeba go i obronić.
Skąd w pani energia do tych wszystkich działań?
- W młodości, jak większość osób nie wiedziałam co chcę robić. Życie narzuca nam pewne role. Ale kiedy możemy dokonać wyboru, możemy robić to co kochamy, realizować swoje pasje. Kiedy mamy pasję przestajemy dostrzegać niektóre problemy, niedogodności życia. Nie istotny jest ubiór, to że nie mam modnych butów. Ja od lat nie kupuję strojów, trzeba umieć nosić to co się ma. Ludzie sami sobie stwarzają problemy. Chcą się otaczać rzeczami. Mi wystarczy naprawdę mało.
Czyli to pasja jest receptą na życie?
- Nie każdy jest świadomy tego, że ma jakiś talent. Dlatego warto szukać, próbować różnych rzeczy. Może ktoś będzie się realizował w robieniu serwetek, albo składaniu orgiami. Może właśnie w malarstwie. nie trzeba od razu inwestować w farby olejne, można pożyczyć zwykłe kredki od wnuka! Trzeba sobie znaleźć pasję. Siedzenie przed telewizorem i narzekanie niczego nie zmieni w naszym życiu. Trzeba szukać i realizować się.
Teraz jest pani przykładem dla osób, które nie potrafią odnaleźć pomysłu na siebie?
- Organizowałyśmy z koleżankami z pierwszego oddziału Europejskiej Unii Kobiet warsztaty. Tam pracowałyśmy z kobietami, które nie umiały się otworzyć, siedziały w domu i narzekały na brak pracy, zajęcia. Zajęcia odbywały się z psychologiem, specjalistą od prezentacji, doradcą zawodowym, a nawet wizażystką. Udało im się zauważyć, że mają w sobie potencjał. Co ważniejsze, większość znalazła pracę. Ja sama też skorzystałam na tym spotkaniu. Byłam w momencie kiedy skończyłam pracę, zajmowałam się swoimi rzeczami, ale tak naprawdę sporadycznie wychodziłam z domu. Korzyści zatem popłynęły w dwie strony.
Rozm. Żaneta Lipińska
<-->

GG: 6274736


